Fragmenty książki „Gwiezdne Dzieci”

(…)  „Pamiętasz, kiedy byliśmy dziećmi? Daleko stąd i bardzo dawno temu, marzyliśmy o przygodzie, jakiej nikt jeszcze nie przeżył. Z błyszczącymi oczami słuchaliśmy opowieści o odległych krainach, niewiarygodnych i niebezpiecznych tak, że nie wiadomo nawet czy można z nich powrócić. Wieści z nich nadchodzące były szalone i często sprzeczne, raz mówiono o niezmierzonym pięknie, to znów o bezgranicznym złu i rozpaczy. Wszystkie były tak niesamowite. W tajemnicy rozmyślaliśmy o tych miejscach, wyobrażaliśmy sobie, jak tam jest, jak by to było… Wiedzieliśmy też dobrze, że tylko najmądrzejsi i najodważniejsi mogli myśleć o takich wyprawach. Jednak płonęło w nas pragnienie i nieposkromiona ciekawość.

Prawdopodobnie zapomniałeś, ale w tamtych czasach byliśmy również dobrocią, można powiedzieć – uosobieniem dobroci. Niewiele miejsca pozostawało w nas na inne uczucia, nie mieliśmy na nie potrzeby ani czasu. Złu nie poświęcaliśmy nawet sekundy uwagi. Rozpoznając je, w jednej chwili odwracaliśmy się na pięcie, a ono wtedy znikało, nie mogło istnieć w naszej obecności. Wyparowywało jak kałuża w promieniach słońca, tylko dużo szybciej.

Już coś sobie przypominasz, wiem to na pewno.

Na pewno też nie zapomniałeś szalonej radości, płynącej z patrzenia w gwiazdy, wzruszenia i zadziwienia na widok każdej żywej istoty, nawet kamienia, spontanicznego śmiechu, wywołanego ruchem ciała i dotykiem powietrza.

Wiem, że pamiętasz. Zatrzymaj się, proszę, na chwilę. Przypomnę ci wszystko. Wracamy do Domu, którego nigdy naprawdę nie opuściliśmy, a jedynie zapomnieliśmy o nim w ferworze gry o przetrwanie.”

 

„To właśnie jest szczęście – być sobą. Gwiezdne Dzieci, które sobie przypomną, nie potrzebują już powodu, żeby być szczęśliwymi. One są szczęściem i nie ma innej możliwości.”

 

(…) Odkąd pamiętam, zawsze fascynowały mnie słowa. Zarówno te wypowiedziane, jak i napisane, ale przede wszystkim te niewypowiedziane. Słowa mogą nieść światło, wtedy tworzą przejrzystą konstrukcję, ale mogą też być zwykłymi zapychaczami, jak trociny, których zadaniem jest osłonić blask. Większość ludzi używa słów jako zapchajdziury dla pustki w sercu i umyśle, wyrzucając je z siebie odruchowo i mechanicznie. Polega to na komentowaniu wszystkiego, co widzą i przykładaniu wciąż tych samych szablonów, które kiedyś się sprawdziły.

            Taki ciągły komentarz prowadzi do budowania schematów i powstawania utartych opinii. Wtedy nie trzeba już myśleć i czuć, bo przecież i tak wszystko wiadomo. Nowe zdarzenia wystarczy tylko sprowadzić do znanego stereotypu, żeby wszystko pasowało i żeby nie pozwolić sobie na zmianę.

W takim stanie trudno o rozwój, ponieważ nie ma miejsca na stawianie pytań albo dziecięcą, spontaniczną ciekawość. Indywidualnie, ale i jako całe społeczności, tkwimy w kompulsywnym mówieniu, jak w gorączce. Znamy słowa, ale nie wiemy, co mówimy i dlaczego to wszystko opowiadamy. „Żeby się wygadać” – słyszę często.

Chciałabym, żebyście wiedzieli, co się dzieje podczas takiego gadania. Wyrzucamy wtedy nagromadzoną energię, której nie chcemy i z którą nie wiemy, co zrobić. Dla ludzi nieświadomych są rodzajem wentylu bezpieczeństwa albo kanału spustowego na tamie. Bez tej codziennej paplaniny zatruliby się własnym jadem. Trzeba to uszanować, to jest ich higiena energetyczna, co nie znaczy, że trzeba się temu poddawać.

Niektórzy gwałtownie wyrzucają z siebie ostre – jak pociski karabinowe – słowa, wtedy trzeba być uważnym, żeby nie oberwać. Inni sączą truciznę codziennym gderaniem i defetyzmem, jak pająk swoją siecią oplątują ofiarę, wówczas trzeba się mieć na baczności, żeby nie dać się omotać, zanim będzie za późno. W obydwu przypadkach jest jedna rada: nie oddajmy emocji temu, co słyszymy. To są tylko słowa trociny, niezależnie od tego, czy wypowiadane z telewizora, czy przez natrętną ciotkę.

 

„J a k o ś ć   twojego życia zależy od tego, jak bardzo jesteś sobą”

 

(…) Gdzie się podziało szalone, uśmiechnięte i ufne dziecko? Schowało się wystraszone tym światem, wymaganiami i oczekiwaniami rodziny, znajomych, szkoły, otoczenia. Nie jesteś już dzieckiem, nie jesteś tylko dzieckiem, masz rozum i wiesz jak go używać. Mam nadzieję, że już wiesz, bo do tej pory, to prawdopodobnie rozum używał ciebie. Razem z tymi wszystkimi prawdami, których się nauczyłeś, że życie jest trudne, trzeba ciężko pracować, żeby być kimś, trzeba być silnym, nie wolno pokazywać słabości.

Zapomniałeś na chwilę o Gwiezdnym Dziecku, które nadal jest w tobie i nie możesz się go wyprzeć. Ono zawsze będzie się dopominało o swoje. Będzie płakać, krzyczeć, tupać nogami albo smutnieć i popadać w otępienie z bezsilności.

Możesz iść w zaparte i nadal więzić i uciszać to dziecko, ale możesz też zaopiekować się nim, odszukać i ofiarować miłość. Masz wybór w każdej chwili swojego życia. Możesz chwycić je za rękę i powiedzieć: Już nigdy cię nie opuszczę.

Nie puszczaj tej ręki nigdy, pozwól mu powiedzieć, co czuje. Niech opowie ci wszystko, co dobre i złe, ty tylko słuchaj – cierpliwie, troskliwie, tak długo, jak długo chce mówić. W końcu zrozumiesz, że ono nie oczekuje pałaców i sławy, ono chce posiedzieć na trawie i pogapić się w niebo. Ono chce wleźć w kałużę i pocałować psa, zrobić ślady w błocie i kręcić się na karuzeli aż do utraty tchu. Przypominasz sobie, to jesteś właśnie ty.

Bez Gwiezdnego Dziecka nie jesteś sobą. Używając samego rozumu, jesteś zaledwie nędzną wersją komputera – robotem. Używając serca, stajesz się prawdziwym człowiekiem. Tylko tyle i aż tyle.”

 

(…) Nie zatrzymuj się przy czyjejś prawdzie na długo, bo cenny czas na Ziemi jest ograniczony. Przyszedłeś tu odnaleźć własną prawdę, tylko tyle. To wydaje się najprostszym zadaniem – odrzucić tylko to, co nie jest twoje. Jednak okazało się trudne, bo nauczono nas nie ufać sobie, tylko podążać za autorytetami. Jeszcze do niedawna te autorytety były potrzebne, teraz spełniły swoją rolę i pora ruszyć o własnych siłach. Mamy już wszystko, czego potrzeba do dalszej drogi… Chociaż dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne, to świat, który znamy, odchodzi do lamusa historii. Życie, które nigdy się nie kończy, rozwija się i przechodzi w coraz lepsze i piękniejsze formy, i to się dzieje, tego nie trzeba wymyślać. Ewolucja kosmiczna odbywa się na naszych oczach i nie ma tu znaczenia, czy chcemy ją dostrzec, czy wolimy jej nie widzieć. Przyzwyczailiśmy się do starego obrazu świata i nie ma w tym niczego dziwnego, przez kilkadziesiąt tysięcy lat trudno się nie przyzwyczaić.

 

„I to jest właściwie cały sekret. Im więcej mocy pobierasz – tym więcej dostajesz, im więcej zużywasz – tym więcej produkujesz. Nie ma znaczenia, czy nazwiesz swoje życie powrotem do Domu, czy Dom ściągniesz na Ziemię. Zamieszkasz w tym, co sam zbudujesz”

 

(…) W ten sposób odbywa się kosmiczna ewolucja, dzięki której możliwe jest ocalenie ludzkości. W przeciwnym razie, zarówno wielkie umysły, jak i małe móżdżki, będą w przyszłości eksponowane w muzeach prehistorii jako dowód na istnienie gatunku, który nie przetrwał ewolucyjnej zmiany z powodu zamkniętego na sztywno serca. Przyszłe pokolenia będą się o nich uczyć tak samo, jak dzisiaj uczymy się o dinozaurach.

(…) Marzenie duszy nie zostało ukryte w umyśle, a właśnie w sercu, to mądry zamysł wszechświata. Po pierwsze dlatego, że jest to najpilniej strzeżone miejsce każdego człowieka, a po drugie – serca nie da się oszukać, a umysł tak. Słuchając różnych racji i opinii, możesz w końcu się pogubić i nie wiedzieć, co jest prawdą, a co nie. I wcale nie jest to powód do stresu ani coś niewłaściwego, tak po prostu jest – możesz nie wiedzieć. Masz prawo nie wiedzieć. Serce zawsze wie, co jest dla niego dobre. Wie to w tej samej chwili, w której coś się wydarza…